Dzisiaj jestem pewny, że decyzję podjąłem właściwą. Nie można robić nic na siłę. To bardziej boli.. zwłaszcza, gdy się potem nie udaje. Ja wiedziałem, że się nie uda. Oczywiście, to nie znaczy, że człowiek nie walczy. Walczyłem.., ale nie z medycyną, ale ze sobą. Powiedzmy sobie szczerze.. Zacznijmy od kwestii przedłużenia cewki. Nie jestem lekarzem, ale nie trzeba nim być, by wiedzieć, że nie można między skórą przepuścić moczu, bo amoniak jest żrący. W płacie, zwanym penisem, nie może być otoczki zrobionej ze skóry, bo ją będzie żarło tak długo, aż przecieknie.. a przy tym wszystkim.. nawet przy niewielkim czuciu tego płata tłuszczu.. to po prostu boli.
Wiem, nie każdy to rozumie, co piszę heh..
Stałem więc sobie w wannie i widziałem już ten kawałek rulonika na brzuchu przeszczepiony w kroku. Łzy mi z oczu płynęły, ale wiedziałem, że to się stać nie może, bo bardziej będę cierpiał z bólu, a przyjemność.. i tak nie będzie mi dana. Dla sikania na stojąco nie dam zrobić z siebie męczennika. Nie wytrzymałbym tego. Ile łez wtedy wylałem.. tego nie wie nikt, a ja ich ilości, a przede wszystkim – ich wartości – zmierzyć nie potrafię.
Szedłem drogą trudną.., nikt temu nie zaprzeczy, ale szedłem nią dość gładko. Wszystko.. no, prawie wszystko, szło gładko.. do tego momentu. Nagle stanąłem i zrozumiałem, że nie jest tak łatwo być sobą. Nawet, gdybym miał górę kasy, to i tak nie przeskoczę niedoskonałości medycyny. Byłem załamany. Tak dobrze mi szło.. cieszyłem się życiem, aż w końcu zrozumiałem, że zostałem skazany na przegraną. Odmieniec, który został skazany za życia na wieczne potępienie.. Nikt mnie nie pytał, czy ja chcę przyjść na taki świat..
Ja też myślałem jak koledzy dzisiaj, że ja nie.. ja nie będę skazany, ja wygram tę walkę. Przecież sam to sobie wybrałem.. ja wiem co mam robić.. ja wygram..
Nie. Nie wygrasz.
Nasze spełnienie to nie ten pieprzony penis, ale umiejętność znalezienia spełnienia w czymś innym, ale zawsze w tle będzie seks.. czyli to, czego spełnienia nigdy nie zrozumiemy, nie doznamy, nie.. czegoś jeszcze nie..
skomentuj (5)
Praca. Niby nic takiego, o czym chciałoby się gadać..
Nasza praca bywa spokojna lub stresująca, lekka lub ciężka, lubimy ją, albo i.. niekoniecznie. Po prostu każdy ma jakiś swój sposób na zarabianie kasy, za którą musimy przeżyć. Fajnie, jak starcza nam na coś jeszcze.. na potrzeby większe, niż tylko przetrwanie, na przyjemności, na hobby, kulturę, hazard, alkoholizację, wolontariat.. no, po prostu na rozdawnictwo, bo mamy taką ochotę pozbyć się forsy, na jaką nas stać.
Trans wydaje gro swej kasy na to, by wyglądać tak, jak powinien. Nawet jeśli dobrze zarabia, to i tak wygląda na biedaka. No.. chyba, że się rozbierze. Wtedy widać, gdzie ulokował dziesiątki tysięcy.
Praca..
Przecież jest całkowicie innym rozdziałem.. co ona ma wspólnego z transseksualizmem?
Ma.. to związek na całe życie. Jesteśmy my i detektywi, którzy nas tropią, śledzą nasze ruchy i gdy.. jest ten odpowiedni moment, ujawniają naszą tożsamość.
Trzeba uważać na to, jaką masz robotę. Im ona jest bardziej odpowiedzialna, tym bardziej narażony jesteś na dyskryminację. To nic, że twoja tożsamość nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością, jakiej się podejmujesz, to nic, że w tej pracy nie ma znaczenia czy jesteś kobietą, czy mężczyzną.. Twoje kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie przestają być interesujące, bo.. jesteś transem.
Uważaj na to, kim jesteś w pracy.. uważaj.
skomentuj (3)
Nie miałem jednak odwagi, ani sumienia mówić lekarzom, że ich robota poszła na marne. Pojechałem do chaty. Zły na siebie, że tak szybko i pochopnie podjąłem decyzję. Impuls, widzimisię, upór? Niekoniecznie. Zresztą.. czy można taką decyzję uznać za pochopną i podjętą na kolanie? Nie. Toć odkąd trans wie, kim jest.., a właściwie nie tak.. raczej.. odkąd wie, że istnieje i że coś jest nie tak, to jedyne o czym myśli to.. co zrobić, by było tak, jak być powinno. Zawiłe to wytłumaczenie hm.. Po prostu jeśli dojrzewa się do decyzji, że trzeba zmienić powłokę cielesną, bo jest ona ewidentnie nie do zaakceptowania i źródłem cierpienia, to od razu się wie, że to musi być „full wypas”. Jestem facetem, a nie jakąś niezidentyfikowaną hybrydą, nie może być żadnej podróbki.
Dzisiaj widzę to już nieco inaczej.. bo przez pryzmat kasy. Za moich dawnych czasów wszystko było w ramach ubezpieczenia. Tylko za protezę się płaciło. Dzisiaj trzeba mieć wiele samozaparcia, by uzbierać – notabene – dużą kasę, a przy tym żyć na poziomie, mieć kasę na podnoszenie swoich kwalifikacji zawodowych, na mieszkanie, samochód.. jakąś panią i przyszłe dzieci płodzone drogą metodą – in vitro heh..
Nie wiem, czy gdybym stawał przed takimi wyborami, nie zdecydowałbym się po prostu na stryczek. Oszczędziłbym tym kłopotu sobie i najbliższym. Wiem, głupi tekst. Nie każdy jest jednak stworzony do tego, by ciągle walczyć z przeciwnościami losu, z ludzką głupotą i wyzyskiem lekarzy, którzy w transach znaleźli sobie źródło utrzymania.. niezłego utrzymania hm..
Wracając do tematu..
Jak kilka dni od zabiegu minęło, to wcale nie byłem już taki zdecydowany spasować. Powoli mój umysł próbował wypierać ludzia ze szpitala z mojej świadomości. Odwieczne marzenie nie może przecież prysnąć jak bańka mydlana, gdy tylko pojawi się jakiś problem. To jednak nie był drobiazg. Chodziło o moją przyszłość. Walcząc sam ze sobą, chlejąc pifo, upuszczając sobie czasem ciutkę krwi, uciekając w naukę.. chciałem, by kwestia rozwiązała się jakoś sama, bez mojego udziału, bez podejmowania kolejnej decyzji. Tak się jednak nie da. Stawałem w wannie i widziałem na boku brzucha płat.. ładnie się goi – sobie myślałem, wodę sobie wlewałem u góry, a wylatywała dołem wzdłuż płata i wyobrażałem sobie, że to „coś”, co jest jeszcze czymś nieokreślonym, może być przeszczepione we właściwe miejsce i posiąść nazwę - penis. Wyobrażałem sobie jak.. no, nieważne hm.. To takie proste.. facet staje, wyciąga, leje.. chowa i już. Jakąż obrzydliwą karmę muszę mieć, że zasłużyłem na takie wcielenie. Trudno, nie było łatwo, ale zrezygnowałem z przedłużenia cewki.
Dzięki XX za garść spostrzeżeń w księdze gości, z większością się zgadzam.
To, co tu piszę, to nie jest rozdrapywanie ran, bo ja okresu przemian nie kwalifikuję jako coś strasznego. To był ważny i radosny - mimo wszystko - okres, bo szedłem do przodu. Kilkanaście lat temu bardziej przeżywałem swoją inność i częściej myślałem o swoim miejscu na tej ziemi. Dlaczego ja i czemu mam się tak męczyć? Jakie jest moje przeznaczenie? Czy, choćby byle jakim, nędznym swoim życiem coś zmieniam? Mam na coś wpływ? Czy chodzi o przecieranie drogi ku normalności, tolerancji i szacunku do wszelkiej inności? Po co żyję i dlaczego nie mam siły, by sobie je sam odebrać? Przestałem sobie zadawać te pytania, gdy zorientowałem się, że jest wiele innych czynników, bardziej lub mniej, determinujących moje dzisiejsze życie. Lista życzeń kurczy się wraz z upływającymi latami. Nie myślę już o założeniu rodziny, przestałem wierzyć, że będę miał pracę na miarę swojego wykształcenia, że zaznam choćby odrobinę radości z tego, co zwiemy ŻYCIEM.
Dzisiaj.. niestety, wiem, że „transowatość” idzie za mną jak cień. W pracy jestem z tego powodu dyskryminowany. Najgorsze, że nikomu nic nie udowodnię, bo dyskryminacja nie jest jawna. Zbyt wiele jest sposobów, by zgnębić człowieka, nie ujawniając swoich jedynie słusznych racji, motywów i chęci zemsty za to, że odbiegasz od ogólnie przyjętej normy.. zbyt wiele heh..
Piszesz, że w transseksualistach jest pamięć o „poprzednim ciele”. To nie jest tylko pamięć. Nie wyglądamy i nigdy nie będziemy wyglądali tak, jak biologiczny facet. Niektórzy rezygnują z trzeciego etapu operacji z braku kasy, inni – bo wiedzą, że efekty są mierne.. dalekie od ideału. „Na jednej linii” jesteśmy tylko wg tych, którzy mają szersze horyzonty myślowe i rozumieją, że nie istnieje sztywny podział na dwie płcie. Takich ludzi jest mało, zbyt mało by.. zmienić podejście „normalnych” do kwestii konfliktowej, nad którą trzeba za dużo myśleć. Trzeba być racjonalistą, prawda to fakty, a one wskazują, że owe „ciekawe twory” można jedynie zakwalifikować do cyrkowych trup objazdowych z dziwakami na pokładzie.
Media tylko informują ludzi o istnieniu „inności” i w sposób autorytarny je klasyfikują, często błędnie, w oparciu o „jedynie słuszną doktrynę chrześcijańską”. Nikt z nikim nie rozmawia o tym, nie słucha pytań i nie odpowiada na nie. Zostawieni sami sobie, zaczynamy krzyczeć.. choćby takim blogiem. Parady inności też są formą protestu, ale tego akurat.. nie popieram.
skomentuj (3)